Przed upadłym, co jeszcze marzy, rwie się, rani,

Otwiera głąb ciągnącą jak paszcza otchłani —

Tak, o bóstwo me drogie, czysty, świetlny tworze!

Ponad orgii bezmyślnych dymiącymi szczęty53,

Twe rysy mi różowiej, jaśniej, cudniej świecą

I przed mą rozszerzoną wciąż krążą źrenicą.

Blask dnia przyćmił świec blaski, lecz obraz twój święty —

Wciąż zwycięski, o duszo ty promieniejąca,

Lśni do nieśmiertelnego upodobnion słońca!

Niepowrotne