Pozwól mi złożyć skronie na kolana twoje;

Niech po upałach lata i ogniach płaczący

Słodkim, żółtawym blaskiem jesieni się poję.

Smutek księżyca

Czegoś leniwiej księżyc dziś wieczorem marzy;

Jak piękność, co w poduszek licznych tonąc puchy,

Nim zaśnie — pieści rączką, z zadumą na twarzy,

Pierś swą roztargnionymi, leciutkimi ruchy.

Na atłasowych grzbietach pięknej chmur lawiny,

On dziś — jak konający — w długich spazmach tonie,