A wszystkim, co błądzili przez te śmierci światy,

Don Luiz4 pokazywał drżeniem swojej dłoni

Syna, który urągał jego siwej skroni.

Elwira5 — wiotka, czysta, piękna w swej żałobie,

Małżonka i kochanka wraz — w jednej osobie,

Zdała się go o uśmiech prosić ostateczny,

Gdzie promieniał wdzięk pierwszej jej przysięgi wiecznej.

Wyprostowany — zbrojny — jakiś mąż z kamienia6

Przecinał podziemnego ciemną głąb strumienia:

Lecz bohater — na szabli oparty zuchwale,