Ogniem pychy szatańskiej porwany — zawoła:

«Jezusie, jam cię popchnął wysoko do góry,

Ale gdybym chciał z tobą walczyć na pazury,

To hańba twa byłaby równą twojej chwale...»

Natychmiast jego rozum w mgłę się rozwiał marną;

Blask tego słońca krepą osłonił się czarną;

Chaos padł na ten umysł, w którym niegdyś życie

Płynęło, jak w świątyni, ładem i obficie

I w którym tyle świateł rozjaśniało mroki:

Milczenie i cień nocy zapadł tu głęboki,