Ci — chcą uciec z ojczyzny, macochy złowrogiej;

Ci — rzucić swych kołysek zgrozę, a niektórzy,

Zatopione w kobiety oczach astrologi,

Swoją Cyrce1 tyrańską o zapachu róży.

Aby nie zezwierzęceć, szukają miraży,

Upajając się światła i przestrzeni trunkiem;

I lód, który ich mrozi; słońce, co ich żarzy,

Z wolna z nich pocałunek ściera za całunkiem.

Lecz prawdziwi wędrowcy są ci, którzy płyną,

Aby płynąć. I z sercem podobnym lekkiemu