Niby Anioł okrutny, co biczuje słońca.

Szczególny los, w którym się cel wieczyście zmienia,

Co nigdzie może nie jest, albo może gdzieści,

Dotąd człowiek jak wariat dąży bez wytchnienia

I nigdy nieziszczoną nadzieją się pieści.

Nasz duch jest szukającym Ikarii okrętem,

Wtem słychać głos: źrenicę otwórz swego oka!

Jakaś mgła swym śpiewaniem nęci nas zaklętem,

Brzmiąc: Szczęście — Sława — Miłość... Nie, to skał opoka...

Każda wyspa przez majtka z masztu dostrzeżona