Wcale niemiła ta wiadomość sprowadziła na czoło Scrooge’a pot kroplisty.
— Zapewniam cię, że nie jest to lekka część mej kary — ciągnął duch. — Przyszedłem, aby cię ostrzec i zawiadomić, że możesz jeszcze uniknąć mego losu. Sposobność ku temu ja ci nastręczę, Ebenezerze.
— Ty byłeś zawsze moim dobrym przyjacielem — rzekł Scrooge. — Dziękuję ci, Jakubie!
— Odwiedzą cię — mówił dalej Marley — trzy duchy.
Twarz Scrooge’a z przerażenia stała się również blada jak bezcielesne oblicze widma.
— Czy to ma być sposobność i nadzieja, o których wspominałeś, Jakubie? — zapytał drżącym głosem.
— Tak.
— W takim razie, drogi Jakubie, może lepiej dać temu pokój — rzekł Scrooge. — Zdaje mi się... to jest... wolę skwitować27 ze wszystkiego.
— Bez tych odwiedzin — kończył duch — nie możesz uniknąć mego nieszczęsnego losu. Bądź gotów na przyjęcie pierwszych odwiedzin jutro, gdy zegar uderzy pierwszą po północy.
— Czy nie mogliby przyjść wszyscy ci goście razem, tak żebym się z nimi mógł prędzej załatwić? — szepnął Scrooge.