— Drugi zjawi się następnej nocy, o tej samej godzinie. Trzeci znów następnej nocy, gdy zegar wybije dwunastą. Nie spodziewaj się widzieć mnie więcej. Radzę ci, żebyś dla swego własnego dobra zapamiętał to wszystko, coś dzisiaj ode mnie usłyszał.

Wypowiedziawszy te słowa, widmo wzięło swoją chustkę ze stołu i obwiązało nią jak poprzednio twarz swoją. Scrooge domyślił się tego po kłapnięciu, jakie wydały zęby, skoro bandaż zbliżył do siebie obie szczęki. Gdy ośmielił się znowu podnieść oczy, ujrzał gościa zza grobu w pozycji stojącej, z nawiniętym na rękach łańcuchem.

Po chwili widmo zaczęło cofać się tyłem, a za każdym jego krokiem okno otwierało się powoli, tak że było już szeroko otwarte, gdy duch znalazł się tuż przy nim.

Wtedy duch dał znak Scrooge’owi, aby się zbliżył, co też on uczynił. Kiedy się znaleźli o dwa kroki od siebie, duch Marleya podniósł rękę, nie pozwalając Scrooge’owi zbliżyć się więcej. Scrooge nagle zatrzymał się.

Uczynił to nie tyle z uległości, ile ze zdumienia i strachu, ponieważ w chwili, gdy duch podniósł rękę, usłyszał jakieś nieokreślone głosy w powietrzu: jakby jęki rozpaczne, jakby skargi niewypowiedzianie bolesne, jakby lamenty żalu i skruchy... Duch słuchał czas pewien, potem przyłączył się do żałobnego chóru i wypłynąwszy przez okno, znikł wśród ciemności bezgwiezdnej, mroźnej nocy.

Scrooge, zaciekawiony i przerażony, wyjrzał przez okno.

Powietrze było zapełnione milionami widm, błądzącymi we wszystkich kierunkach z gorączkowym pośpiechem i jęczącymi żałośnie. Wszystkie dźwigały takie same łańcuchy, jak duch Marleya; niektóre (mogły to być występne rządy) były skute razem; ani jedno nie było bez okowów. Wielu Scrooge znał dobrze za ich życia. Poznał, między innymi, dokładnie pewnego starego ducha w białej kamizelce, z olbrzymią żelazną szafą przytwierdzoną do kostek, który skarżył się z rozpaczą, iż nie może pomóc biedniej, siedzącej na progu domu. Widoczne było, że wszystkie te widma cierpiały straszną karę dlatego, ponieważ za życia uchylały się od obowiązku pracy dla dobra ludzkości. Teraz, po śmierci, mimo najgorętszych pragnień, nie mogły naprawić zła.

Czy te istoty rozpłynęły się w mgłę, czy też mgła zasłoniła je, Scrooge nie mógł zdać sobie sprawy z tego. Wiedział tylko, że znikły, że głosy ich rozbrzmiewać przestały i że noc stała się taka sama jak wtedy, gdy wracał do domu.

Scrooge zamknął okno i starannie zbadał drzwi, przez które wszedł duch Marleya. Były zamknięte na dwa spusty, jak je zamknął własnymi rękami. Chciał już powiedzieć zwykłe swoje: „Głupstwo!” — ale zatrzymał się przy pierwszej sylabie. Uczuł się naraz bardzo znużony. Może to był skutek doznanych wrażeń, może skutek pracy całodziennej, może skutek wizji spoza grobu i męczącej rozmowy z duchem, może wreszcie skutek późnej godziny — dość, że rzucił się na łóżko w ubraniu i natychmiast zasnął.

II. Pierwszy z trzech duchów