Gromadka rozeszła się i zniknęła w tłumie, a Scrooge, który poznał wszystkich rozmawiających, zwrócił oczy na Ducha, jak gdyby oczekując od niego wyjaśnienia tego, co usłyszał.
Zamiast odpowiedzi, Duch pomknął na ulicę i palcem wskazał dwóch rozmawiających jegomościów.
Scrooge znów nadstawił uszu w nadziei, że teraz zagadka się rozwiąże.
Dwóch jegomościów wskazanych przez Ducha znał również dobrze. Byli to bardzo bogaci i bardzo wpływowi giełdziarze. Scrooge usilnie starał się pozyskać ich zaufanie i szacunek, oczywiście w znaczeniu czysto giełdowym.
— Witam pana — mówił jeden z mich — jakże zdrowie?
— Niezgorzej — odparł zapytany — a pańskie?
— Wcale dobrze. A tego starego kutwę powołano nareszcie do obrachunku.
— Słyszałem o tym. Ale też nieznośne zimno dziś mamy...
— Przecież to pora po temu... święta Bożego Narodzenia. Pan nie jeździsz na łyżwach?
— Co mi po tym? Mam co innego na głowie. Do widzenia.