— Zapewniam cię, ojcze Joe — rzekła poważnie posługaczka — że wobec takiego człowieka uważałabym wszelkie skrupuły za śmieszność. Tak jest, uważałabym się za bardzo naiwną, gdybym się wzdragała przywłaszczyć sobie, co tylko pod rękę wpadnie. Ale ostrożnie z lampą, Joe — dodała — zatłuścicie kołdrę oliwą.
— To jego kołdra? — zapytał Joe.
— A czyjażby? Nie zaziębi się przecież bez niej, nie dostanie kataru.
— Tu nie o to chodzi — przerwał Joe. — Obawiam się tylko, czy on nie umarł na jaką zaraźliwą chorobę...
— Bądź spokojny, ojcze Joe — zapewniła go posługaczka. — Wcale nie byłam tak spragniona jego towarzystwa, żebym się miała narazić na niebezpieczeństwo. Nie kręciłabym się przy nim, gdyby go toczyła jaka zaraza. Miłe mi jeszcze życie. Przypatrzcie się tej koszuli, ojcze Joe, przypatrzcie się dobrze tej koszuli. Zaręczam, że możecie całkiem wypatrzeć oczy, a nie znajdziecie ani jednej dziurki, ani nawet przetartego punktu. Jest to najlepsza koszula, jaką nieboszczyk posiadał i trzeba przyznać, że jeszcze bardzo dobra. Szczęściem, że ja tam byłam, bo inaczej zmarnowaliby ją.
— Jakimże sposobem? — zapytał rozciekawiony Joe.
— Włożyliby ją na nieboszczyka i pochowaliby go w niej — odparła posługaczka, śmiejąc się. — Znalazł się nawet jakiś głupiec, co ją już włożył na trupa; ale spostrzegłam to w samą porę i zdjęłam z niego tę piękną sztukę białego, czystego płótna71. A w perkalu72 pójść do grobu nie łaska? Jeżeli perkal nie jest właściwy do tego celu, to doprawdy nie wiem, na co on się zdać może? Zdaje mi się, że perkal jest najstosowniejszy dla nieboszczyków, a szczególnie dla tego starego sknery.
Scrooge z przerażeniem przysłuchiwał się tej rozmowie. Ludzie ci, siedzący dokoła swej zdobyczy, przyciśnięci do siebie, sprawiali wrażenie zwierząt drapieżnych, budzili w nim taki wstręt i taką nienawiść jak bezwstydne demony prowadzące targ o świeżego trupa.
— Ha, ha, ha! — rozprawiała w dalszym ciągu posługaczka, zaśmiewając się cynicznie, podczas gdy Joe, wydobywszy z ukrycia flanelowy worek z pieniędzmi, odliczał każdemu z tej trójki przypadającą należność. — To była rzecz prawdziwie dobra, jedynie dobra, na jaką się zdobył przez całe życie. Nikt temu nie zaprzeczy. Za życia wszystkich odtrącał od siebie, żebyśmy mogli pożywić się trochę po jego śmierci. Ha, ha, ha!
— Duchu — szepnął Scrooge, drżąc jak w febrze. — Zrozumiałem, wszystko zrozumiałem. Los tego nieszczęśliwego może być moim losem. Do takiego końca prowadzi takie życie, jakie ja pędzę... Boże miłosierny, co ja widzę?!