Zasiedli do stołu, aby spożyć obiad przygrzewany na kominie, a wówczas żona zapytała nieśmiało:

— Jakież nowiny?

On milczał — wahał się z odpowiedzią.

— Dobre czy złe? — nagliła delikatnie żona.

— Złe — odparł.

— Więc jesteśmy ostatecznie zrujnowani?

— Nie, Karolino, jest jeszcze nadzieja.

— Zapewne w takim razie, jeżeli on zechce poczekać? — rzekła ona. — Ale byłby to cud prawdziwy, po nim czegoś podobnego spodziewać się nie można.

— On nie może już nic zrobić — zauważył mąż — on umarł.

Żona była dobrą, kochającą, zacną kobietą; dość było spojrzeć na nią, żeby nabrać tego przekonania; mimo to wiadomość udzielona przez męża przyniosła jej taką ulgę, że podziękowała za nią Bogu, chociaż zaraz ogarnął ją żal i wstyd, że się poddała samolubnemu uczuciu. W każdym razie pierwsze jej wrażenie było radosne.