— Ale, drogi panie — odpowiedział jegomość, serdecznie ściskając dłoń Scrooge’a — nie wiem doprawdy, jak mam panu dziękować za tak hojną ofia...

— Ani słowa o tym — przerwał Scrooge — bardzo pana proszę, niech to zostanie między nami. Zechce mnie pan tylko odwiedzić? Czy mogę na to liczyć?

— Ależ z całą pewnością! — zawołał skwapliwie poważny jegomość.

Nie ulegało wątpliwości, że ma szczery i niezłomny zamiar jak najrychlej złożyć wizytę Scrooge’owi.

— Dziękuję panu — rzekł Scrooge — nieskończenie jestem panu wdzięczny! Do miłego widzenia!

Wszedł do kościoła, potem przeszedł kilka ulic, uważnie obserwując spotykanych ludzi. Głaskał pieszczotliwie główki mijających go dzieci, wypytywał i obdarzał81 żebraków, zaglądał do suteren i w okna mieszkań parterowych. Wszystko mu się nadzwyczajnie podobało. Nigdy nie przypuszczał, żeby zwykła przechadzka mogła dostarczyć tyle przyjemności.

Po południu skierował się ku dzielnicy, w której mieszkał jego siostrzeniec.

Kilkanaście razy przeszedł przed domem, zanim odważył się wejść do sieni i zapukać do drzwi.

— Czy pan w domu, moje dziecko? — zapytał służącą, młodą i ładną dziewczynę.

— W domu, panie.