— Sądzisz tedy — mówiłem, siląc się na spokój przez wzgląd na Agnieszkę — że mi panna Wickfield jest milszą, niż mogłaby być rodzona siostra?
— Ha — odrzekł — mógłbym nie odpowiadać na podobne pytanie. Może tak, a może i nie.
Nie! Nie spotkałem się nigdy jeszcze z podobnym spojrzeniem. Było to spojrzenie upiora.
— Cóż dalej? — rzekłem. — Tedy panna Wickfield...
— Agnieszka! — zawołał, przekrzywiając się i wijąc — moja Agnieszka! Czemu jej pan nie nazywasz po imieniu?
— Niech ją nieba strzegą — mruknąłem.
— O! Dzięki! Dzięki za to życzenie!
— Zmuszony zatem jestem wyznać ci to, co w każdym innym razie wyznałbym chyba tylko przed Jackiem Ketch104...
— Przed kim? — spytał, odchylając dłonią ucho i przechylając się ku mnie.
— Przed katem — rzekłem, gdyż widok jego nasunął mi mimowolnie to porównanie. — Wiedz zatem, że jestem zaręczony z inną. Cóż, zadowala cię to?