Dora spojrzała na zegar i zauważyła, że musi się śpieszyć.
— Przeciwnie — zauważyłem, wyjmując zegarek z kieszeni — opóźnia się o pięć minut.
Żoneczka usiadła mi na kolana i dla uspokojenia zaczęła rysować ołówkiem różne linie i wykrzykniki na moim czole i nosie. Było to istotnie bardzo przyjemne, lecz, niestety, nienasycające. Po kilku chwilach odezwałem się:
— Czy nie upomniałabyś Marii Anny?
— Nie! nie! Za nic, Doady!
— Czemu nie, kochanie?
— Bo jestem gąską i ona wie to aż nadto dobrze.
Zmarszczyłem brwi.
— O! O! Już ten brzydki grymas! — śmiała się Dora, śliniąc ołówek w różowych swych usteczkach, dla lepszego oznaczenia na mym czole linii „brzydkiego grymasu”. Byłem zachwycony.
— Teraz — wołała — chłopczyk mój grzeczny. Z uśmiechem mu bardziej do twarzy.