— Duszko! Kochanie!
— Nie! Nie! Nie pozwalam! Ty, Sinobrody!
— Kochanie moje — rzekłem — musimy czasem porozmawiać poważnie. Usiądź tu przy mnie, bliżej, i oddaj mi ołówek. Dobrze. Otóż, miła...
Drobna jej rączka tonęła w mojej. Jakże mała była jej ślubna obrączka!
— Otóż... trudno się, widzisz, obejść bez obiadu.
— N... n... nie — odrzekła cicho.
— Drżysz, Doro! Co ci?
— Gniewasz się na mnie?
— Ja? Chcę tylko porozmawiać z tobą rozsądnie.
— To jeszcze gorsze od gniewu — wybuchnęła. — Ja nie po to wychodziłam za mąż, aby rozmawiać rozsądnie! Jeśli chciałeś ze mną, niebogą, rozsądnie rozmawiać, trzeba było uprzedzić. Niedobry!