— Słaby, co? — spytał.
— Ta-a-k, może — odrzekłem.
— A co! — zawołał uradowany. — Zdjęli, widzisz, pełno trosk z tamtej głowy, przygniatając nimi moją.
Zacierał ręce, jak gdyby chciał wyrazić wielkie jakieś zmieszanie.
— Jakoś to mi pomieszali — mówił.
Skinąłem tylko głową.
— Słowem — mówił, zniżając głos do szeptu — mam bzika, co?
Chciałem mu zaprzeczyć.
— Nie, nie — przerwał mi — wprawdzie ona w to nie wierzy, ale ja wiem, że tak jest. Oho! Gdyby nie ona, byłbym dawno najnieszczęśliwszym pod słońcem stworzeniem, i Bogu tylko wiadomo, jak nędzne wiódłbym w zamknięciu życie! Ale wywdzięczam się jej, wywdzięczam. Nie wydaję ani pensa z pieniędzy, które zarabiam, przepisując. Odkładam je i sporządziłem testament, w którym wszystko jej zapisuję. Będzie bogata! Zobaczysz.
Wyjął z kieszeni chustkę, otarł oczy, po czym znów starannie złożył chustkę i szybkim ruchem schował ją do kieszeni, co wyglądało, jak gdyby zarazem schował tam moją ciotkę.