— Annie! Dobra moja, poczciwa Annie! — zawołał doktor.

— Jeszcze słówko. Myślałam nieraz, ile jest takich, które, jeślibyś je pojął, nie omroczyłyby ci czoła i imienia spowodowanym przeze mnie, chociaż tak niewinnie, cieniem. Zaczęłam myśleć, że istotnie lepiej by mi było pozostać uczennicą twą i córką. Bałam się, czy czasem nauki twoje nie natrafiły na niewdzięczny grunt; a nie śmiałam mówić, czekając z poddaniem się woli boskiej, chwili, kiedy się to wszystko wyjaśni, kiedy pewna będę twego zaufania.

— Chwila ta nadeszła dawno — odrzekł doktor — i jedna ją odtąd tylko straszna omroczyła godzina.

— Postanowiłam — mówiła Annie — skryć w sobie całą mą boleść, wstyd, oburzenie, lecz widząc cię w ostatnich czasach tak zmienionym, przybitym, domyślałam się czegoś strasznego. Wiem teraz, że domysły moje nie były płonne, i teraz dopiero zmierzyłam głębię zaufania, jakieś we mnie położył. Wiem, że ci się nigdy niczym wywdzięczyć nie potrafię, lecz wiedząc to, śmiało znów podnoszę na ciebie oczy, czczę cię, mój ojcze, kocham, drogi mężu, i śmiało wyznaję, żem cię nigdy myślą nawet nie obraziła, wierną ci i przywiązaną zawsze byłam.

Zarzuciła mu ręce na szyję. Starzec złożył skołataną głowę na jej ramieniu i siwe jego włosy zmieszały się z jej kasztanowatymi puklami.

— O, osłoń mnie na zawsze — mówiła — zapomnij o tej domniemanej różnicy wieku, przypominaj ją wówczas chyba, gdy się znajdzie potrzeba ostrzeżenia mnie lub pouczenia. Z dnia na dzień, z roku na rok wzrastało moje przywiązanie do ciebie, wiedziałam, o jaką opieram się skałę.

W czasie zaległej po tych słowach ciszy ciotka podeszła do pana Dicka i ucałowała go z wylaniem175. Miała rację; pocałunkiem tym przywołała biedaka do rzeczywistości. Zdawał się być w siódmym niebie, a uniesiona w powietrze lewa noga groziła mu utratą równowagi.

— Wiedziałam, że masz głowę nie od parady — mówiła z triumfem ciotka. — Pokazałeś raz przecie, do czegoś zdolny.

Mówiąc to, pociągnęła go za rękaw, dała mi znak głową i wyszliśmy razem z pracowni doktora.

— Miała za swoje ta baba! — mówiła ciotka, wracając do domu — dobrze jej tak; samo to zadowala mnie dostatecznie.