— Zmieszała się, biedaczka! — zauważył z zawsze gotowym współczuciem pan Dick.
— Biedaczka! Zmieszała się! — oburzyła się ciotka. — Gotów byłbyś rozczulać się i nad krokodylem.
— Nie wiem, czym widział kiedy krokodyla — dobrodusznie zauważył pan Dick.
— Wszystkiemu winna była ta przeklęta baba! — mówiła z oburzeniem ciotka. — Wszystkiemu. Na co się matki mieszają w małżeństwa swych córek? Nie ich to rzecz. Zbytek macierzyńskiej tkliwości! Szukają w tym, o ile się zdaje, zadosyćuczynienia176 za wydanie na świat nieszczęsnych stworzeń. Nie prosiły one przecie o to, a tu dręczą je domniemaną macierzyńską troskliwością. O czym tak myślisz, Trot?
Myślałem o wszystkim, co zaszło, com słyszał, lecz najgłębiej mi w pamięci i sercu ugrzęzły słowa Annie:
„Największym nieszczęściem w małżeństwie jest różność charakterów i usposobień”.
A dalej:
„Własnego serca młodociana omyłka...”.
I dalej jeszcze:
„Wiedziałam, o jaką skałę opiera się moje przywiązanie”.