— Czy tylko prawdę mówisz? — pytała, przytulając się do mnie.

— Prawdę! Po co mam pragnąć zmieniać to, co mnie uszczęśliwiało i uszczęśliwia. Najbardziej ci do twarzy, Doro moja, gdy jesteś sobą! Porzućmy tedy wszelkie próby i wróćmy do dawnego szczęścia.

— Szczęścia! — powtórzyła. — Od rana do nocy, od nocy do rana. I nie będziesz się gniewał, chociaż się znajdą czasem w domu jakie małe nieporządki? Nie będziesz?

— Nigdy.

— O, nie powiesz mi już, że psuję sługi, daję zły przykład? O, ty niegodziwcze!

— Nigdy! Przenigdy!

— Bo widzisz, wolę być głuptaskiem niż nieszczęśliwą. Prawda?

— Najlepiej bądź sobą. Najlepsza rzecz pod słońcem.

— Pod słońcem! O, dużo tam jest miejsca, Doady!

Wstrząsnęła główką, podniosła błyszczące swe oczy, ucałowała mnie, roześmiała się wesoło i poskoczyła nakładać Jipowi nową obrożę.