— I owszem, ciotko. Jeśli kiedy, to teraz pragnąłbym podzielać twe troski.
— Dosyć masz własnej boleści, dziecko moje, i dlatego nie chciałam cię mymi zaprzątać troskami.
— Wiem to, kochana ciotko! Lecz teraz powiedz mi, proszę, co cię trapi?
— Czy chcesz mi towarzyszyć jutro rano w pewnej wycieczce?
— Chętnie.
— O dziewiątej. Powiem ci wówczas wszystko.
Wyjechaliśmy tedy nazajutrz o dziewiątej, jak było umówione. Minęliśmy kilkanaście ulic i zatrzymaliśmy się u wrót szpitala. U podjazdu stał skromny karawan. Woźnica poznawszy mą ciotkę, ruszył z miejsca. Pojechaliśmy za nim.
— Domyślasz się, Trot, kto to umarł?
— W szpitalu? — spytałem.
— Tak.