— Czy zastałem pana Omera? — spytałem wchodząc. — Chciałbym go widzieć.

— Jest w domu — odrzekła Minnie. — Astma nie dozwala mu wychodzić na tę pogodę. Joe! Poproś dziadunia.

Trzymający się jej fartucha malec wrzasnął i ku wielkiemu zadowoleniu matki schował się w jej spódnicę. Posłyszałem sapanie i chrapanie i po chwili zjawił się pan Omer we własnej osobie, dychawiczny, lecz wcale nie postarzały.

— Do usług pańskich — rzekł. — Co pan rozkaże?

— Chciałbym uścisnąć pana dłoń — zawołałem — za okazaną mi niegdyś uprzejmość, nie miałem dotąd sposobności podziękować panu.

— Za uprzejmość? Nie przypominam sobie. Czy się pan nie myli czasem?

— O, nie!

— Pamięć moja musiała się przykrócić wraz z oddechem — odrzekł, potrząsając głową. — Nie przypominam sobie.

— Jak to! Nie pamiętasz pan! Spotkałeś mnie przy gospodzie, przyprowadziłeś tu na śniadanie, a potem pojechaliśmy razem do Blunderstone, pan, pani Joram i pan Joram, który nie był jeszcze wówczas mężem pani.

— A! Na rany Chrystusa! — zawołał pan Omer i zakaszlał się, a potem dodał. — Minnie, duszko, pamiętasz! Był to pogrzeb tej damy.