— Mojej matki.
— A tak, tak właśnie — mówił, dotykając mi piersi wskazującym palcem. — Matki! Pamiętam! Ot taki mały chłopczyna! A! Tam w Blunerstone grzebaliśmy wraz z matką dzieciątko! Pamiętam! Jakże się pan miewa?
Podziękowałem mu, pytając nawzajem o zdrowie.
— Tak sobie — rzekł. — Nic nowego! Oddech mam coraz krótszy! Ha, trudno, aby się na starość przydłużał. Na to nie ma rady!
Śmiał się i kaszlał, córka, z dzieckiem na ręku, stała tuż przy nim.
— Kto by to powiedział — ciągnął — dwa na raz pogrzeby! I tegoż samego dnia właśnie, wracając, naznaczyliśmy dzień ślubu Minnie. „Niech pan raz już oznaczy”, powiedział Joram. „Tak, tak, ojcze!”, twierdziła Minnie, „niech wejdzie do spółki”.
Minnie śmiała się i poprawiała włosy, korzystając z tego, że ojciec przytrzymywał skaczące na stole dziecko.
— Dwa pogrzeby! — kiwał głową krawiec. — Właśnie tak! Joram przy robocie w obecnej chwili. Szara ze srebrnymi ćwieczkami, o parę cali dłuższa...
Trzymał skaczące po stole dzieciątko.
— Ale czym mogę panu służyć? Herbatą? — dodał.