Zaśmiał się, przeciągnął dłoń po błyszczących kędziorach włosów.
— Widzisz no — mówił — spełniam obowiązkową wizytę. Matka moja mieszka niedaleko, ale za miastem, że zaś drogi są niepewne, a w domu niezupełnie wesoło, wolałem spędzić wieczór w mieście i tu przenocować. Kilka godzin przewałęsałem się po ulicach i przeziewałem w teatrze.
— I ja też byłem w teatrze! W Covent Garden! Co za przepyszne przedstawienie!
Steerforth zaśmiał się na głos.
— Ach, mały ty mój Davy! — zawołał, uderzając mnie po ramieniu. — Pierwiosnek z ciebie, pierwiosnek; pierwsze, w rosie na słońcu rozwierające się listki nie będą wrażliwsze i świeższe od ciebie, mój mały. I ja byłem w Covent Garden. Co za nudy! Hola, chłopiec!
Przypatrujący się nam z dala z uszanowaniem kelner poskoczył.
— Gdzieżeście ulokowali mego przyjaciela, pana Copperfielda? — spytał Steerforth.
— Co pan rozkaże?
— Pytam, gdzieście ulokowali tego pana?
Kelner zmieszał się.