— Masz chyba już jakieś widoki?

— Wyznam ci prawdę, nie myślałem o tym.

— A teraz za karę obejrzyj się dokoła — zaśmiał się Steerforth. — Na prawo pusto, na lewo pusto, przed tobą to samo, za tobą nie inaczej.

Zaśmiałem się. Istotnie widok dokoła mnie żadnych nie budził nadziei. Krajobraz przedstawiał nagą równinę.

— A co ci o tym pisze ciotka? — pytał poważny już Steerforth. — Żadnej nie nasuwa myśli?

— Tak, niby pyta mnie, co bym myślał o zostaniu proktorem.

— Ha! — chłodno zauważył Steerforth. — Mógłbyś zarówno być i czym innym.

Zaśmiałem się z jego miary i wagi dla zawodów ludzkich i spytałem.

— Czy wiesz, co to proktor?

— Rodzaj adwokata w mnisim kapturze — odrzekł. — Jest tam jakaś podła nora w pobliżu cmentarza św. Pawła, a w niej instytucja zwana Doctors’ Commons244, która na dobry ład powinna była przestać istnieć przed dwustu laty. Wytłumaczę ci to lepiej, biorąc przykład z Doctors’ Commons. Jest to też nora, gdzie rozbierają kościelne prawa, przetrząsają jakieś stare akty parlamentu, o których dziś nikt już nie wie, wykopują akty z czasów Edwardów245, kopalniana robota, rozstrzygają się też tam sądy nad testamentem i małżeńskimi kwestiami, sprzeczki okrętów z barkami.