Zdawało mi się, że po czole jej jakaś przemknęła chmurka, lecz na uśmiech mój odpowiedziała uśmiechem i czułem, że wróciło między nas całe nasze dawne obopólne zaufanie.

— A kiedy ty mi, droga moja, przebaczysz onegdajszy wieczór? — spytałem.

— Gdy go sobie przypomnę — odrzekła.

Wymijała rozmowę o tym, lecz sprawa ta cała bardzo ciążyła mi na sercu, opowiedziałem jej więc długo i szeroko, co i jak spowodowało straszny i hańbiący ten mój upadek. Spowiedź przynosiła mi pewną ulgę, dozwalając nadto wystawić w całym świetle dobroć Steerfortha, starania, jakimi mnie otoczył, gdym stracił był przytomność.

— A czy pamiętasz, Trot — spytała wesoło, zmieniając przedmiot rozmowy — żeś mi obiecał spowiedź nie tylko ze swych zmartwień i upadków, lecz i ze spraw serdecznych? Kto zastąpił w twym sercu pannę Larkins?

— Nikt, Agnieszko!

— O, nie oszukasz mię!

— Zapewniam cię, że nikt. Jest wprawdzie osoba, mieszka u pani Steerforth, z którą lubię rozmawiać niesłychanie, nie jestem jednak zakochany w pannie Dartle.

Agnieszka śmiała się i chwaliła swą przenikliwość, utrzymując, że jeśli pozostanę wierny danemu jej słowu i zwierzać się będę ze wszystkich swych słabostek, to wkrótce ich spis urośnie do niebywałych rozmiarów. Z kolei spytała mnie, czy widuję Uriaha.

— Uriaha Heep? — spytałem. — Nie widziałem go. Czyżby był w Londynie?