— Co do mnie — ozwał się dobrze mi znany głos — znam pana Copperfielda od dawna.

To nie był głos Dory, lecz towarzyszki jej, panny Murdstone.

Nie byłem tym nawet zdziwiony. Nic mię w danej chwili obchodzić lub dziwić nie mogło, nic, oprócz Dory Spenlow.

— Jak się pani miewa, panno Murdstone? — rzekłem.

— Doskonale — odpowiedziała mi.

— A pan Murdstone? — pytałem.

— Wybornie — odrzekła. — Dziękuję panu.

Pan Spenlow zdziwiony był nieco tym odnowieniem naszej znajomości.

— Cieszę się niewymownie — rzekł — że się państwo przedtem już znali.

— Istnieją nawet pomiędzy nami pewne węzły — rzekła z powagą panna Murdstone — pokrewieństwa niby. Znaliśmy się niegdyś bardzo dobrze i z bliska. Było to za dni dziecięcych pana Copperfielda. Odtąd rozdzieliły nas różne okoliczności i nie poznałabym nawet pana.