Mieliśmy właśnie spożyć ostatnie, najsmakowiciej sporządzone kęski, gdy wszedł ktoś obcy. Był to Littimer we własnej osobie; z odkrytą głową stał przy drzwiach.
— Kogo szukasz? — spytałem mimo woli.
— Za przeproszeniem pańskim — odrzekł — przysłany tu jestem, szukam mego pana.
— Nie ma go tu.
— Za przeproszeniem pańskim, czy go pan nie widział?
— Nie. Czy nie od niego przychodzisz?
— Niezupełnie, proszę pana.
— Mówił ci, że tu będzie?
— Niezupełnie, proszę pana, sądziłem tylko, że jeśli go tu dziś nie ma, to będzie jutro.
— Przyjechał z Oksfordu?