— Wyobrażałem sobie, że będzie tu jutro — rzekł — sądziłem nawet, że go dziś już zastanę. Pomyliłem się widocznie.

— Jeśli go pierwej zobaczysz... — począłem.

Przerwał mi.

— Za przeproszeniem pańskim, wątpię, abym go pierwej miał zobaczyć.

— Na wszelki wypadek — rzekłem — powiesz mu, że żałuję, że go tu dziś z nami nie było. Spotkałby dawnego szkolnego towarzysza.

— Doprawdy, panie? — mówił Littimer, z ukłonem dla mnie i dla Traddlesa cofając się do drzwi.

Chciałem raz przecie być swobodny z nim i zawołałem:

— Littimer!

— Słucham pana.

— Czyś długo pozostawał wówczas w Yarmouth?