— Ileż razy prosiłam cię — rzekła pani Steerforth — abyś mówiła wprost, co myślisz.
— Och! Więc nie mówię wprost, co myślę — odparła — gdy pytam i proszę o wyjaśnienie tego, czego nie rozumiem? Nikt z nas widać nie zna sam siebie.
— Pytanie stało się drugą twą naturą — rzekła pani Steerforth — lecz pamiętam i sama pamiętać to możesz, jak inna dawniej bywałaś, nie tak skryta i bardziej ufna.
— Zapewne — odrzekła — złe przywyknienia stają się często drugą naturą. Czy tak istotnie? Nie tak skrytą i bardziej ufną? Jakże się stopniowo i niepostrzeżenie zmieniłam! Dziwne! Postaram się wrócić do dawnych mych usposobień.
— Oby! — odrzekła, uśmiechając się, pani Steerforth.
— Postaram się — zapewniała panna Dartle — będę się uczyć szczerości od... chociażby od Jamesa.
— Lepszej nie możesz wybrać szkoły — odparła z niejaką żywością pani Steerforth, gdyż w niedbałych i żartobliwych słowach panny Dartle przebijała zawsze pewna ironia.
— Tegom pewna — zapewniała niemniej żywo. — Jeśli o czym nie wątpię, to o tym właśnie.
Pani Steerforth pożałowała widać uprzedniej swej żywości, gdyż spytała łagodnie już:
— Tymczasem, kochana Różo, nie wiemy dotąd, o coś pytać chciała.