— Byłeś dla mnie zawsze najlepszym — odrzekłem — kocham cię całym, niezmiennym sercem.

W głębi duszy czułem żal, żem go skrzywdził był niesłusznym posądzeniem, i wyznanie tego grzechu cisnęło mi się na usta powstrzymywane po części bojaźnią zdradzenia zaufania Agnieszki, po części trudnością przystąpienia do tematu.

— Niech cię Bóg ma w swej pieczy — rzekł, ściskając mnie raz jeszcze.

Nazajutrz o świcie byłem na nogach. Ubrawszy się szybko, wszedłem z cicha do jego pokoju. Pogrążony był w głębokim śnie. Leżał z głową opartą na ręku, tak samo, jak go nieraz widziałem śpiącym w szkole.

Nadszedł czas, w którym podziwiałem, że wzrok mój nie spłoszył wówczas spokoju jego snu. Spał — tak go sobie przypominać lubię — spokojnie, tak, jakem go nieraz widział314 śpiącym w szkole, i tak go opuściłem o szarym, cichym świcie.

I nigdy już, nigdy więcej z uczuciem przyjaźni i przywiązania nie dotknąłem spokojnej, bezwładnej jego dłoni. Nigdy już, nigdy!

Dawid Copperfield

Dzieje, przygody, doświadczenia i zapiski Dawida Copperfielda Juniora rodem z Blunderstone (których nigdy ogłaszać drukiem nie zamierzał)

Tom II

Rozdział XXX. Strata