— Tss! Tss! Dziecko! Daj Boże tyle biedy, ile jej w zmianie wina na piwo.
— Nie o sobie myślę, ciotko — odrzekłem.
— Więc cóż?
— To, że ja a ty, ciotko, to dwie wcale różne rzeczy.
— Głupstwa gadasz, dziecko!
Zdawała się rozweseloną, popijając wodę z piwem, w wesołości tej zaledwie przebijał pewien przymus.
— Trot — ozwała się po chwili — wiesz, że nie lubię na ogół obcych twarzy, ale ta twoja Barkis podoba mi się niewątpliwie.
— Cieszy to mnie nieskończenie, kochana ciotko — odrzekłem.
— Podziwiam tylko świat ten — mówiła, pocierając nos — i nie rozumiem, jak można żyć z takim imieniem. Myślę, że śmieszne po prostu.
— I ona może to myśli! Ależ nie jej w tym wina.