— Tak, ale... takem wystraszona448!

— Wystraszona! Doro!

— Nie mogę go ścierpieć, po co on tu przyszedł?

— Kto, kochanie?

— A ten, ten tam twój przyjaciel. Co mu do tego wszystkiego? Głupi być musi, prawda?

Czarująca była z dziecięcym kapryśnym grymasem.

— Najlepszy to pod słońcem chłopak — zawołałem.

— Ależ nam „najlepszy pod słońcem chłopak” niepotrzebny.

— Poznasz go i polubisz, zobaczysz — upewniałem i przekonywałem. — Ciotka moja wkrótce tu przybędzie, polubisz ją pewnie.

— Nie, nie, nie przyprowadzaj jej tu — mówiła Dora wśród szybkich pocałunków, załamując rączęta. — Nie, nie chcę, to taka nudna, zła, stara musi być baba! Nie chcę jej widzieć, Doady...