— Nie! nie! Za nic, Doady!
— Czemu nie, kochanie?
— Bo jestem gąską i ona wie to aż nadto dobrze.
Zmarszczyłem brwi.
— O! O! Już ten brzydki grymas! — śmiała się Dora, śliniąc ołówek w różowych swych usteczkach, dla lepszego oznaczenia na mym czole linii „brzydkiego grymasu”. Byłem zachwycony.
— Teraz — wołała — chłopczyk mój grzeczny. Z uśmiechem mu bardziej do twarzy.
— Duszko! Kochanie!
— Nie! Nie! Nie pozwalam! Ty, Sinobrody!
— Kochanie moje — rzekłem — musimy czasem porozmawiać poważnie. Usiądź tu przy mnie, bliżej, i oddaj mi ołówek. Dobrze. Otóż, miła...
Drobna jej rączka tonęła w mojej. Jakże mała była jej ślubna obrączka!