— Otóż... trudno się, widzisz, obejść bez obiadu.
— N... n... nie — odrzekła cicho.
— Drżysz, Doro! Co ci?
— Gniewasz się na mnie?
— Ja? Chcę tylko porozmawiać z tobą rozsądnie.
— To jeszcze gorsze od gniewu — wybuchnęła. — Ja nie po to wychodziłam za mąż, aby rozmawiać rozsądnie! Jeśli chciałeś ze mną, niebogą, rozsądnie rozmawiać, trzeba było uprzedzić. Niedobry!
Chciałem ją przekonać, odwróciła się ode mnie, potrząsając loczkami i powtarzając ustawicznie:
— Niedobry! Okrutny!
Nie wiedziałem, co począć, przeszedłem się parę razy po pokoju.
— Doro, kochana!