— Tyle, ile się panu, kochany panie, podoba.

— Co pan myśli o mnie? — spytał, krzyżując na piersi ramiona.

— Myślę, żeś pan jest starym, kochanym przyjacielem.

— Dziękuję ci, chłopcze! — zawołał, śmiejąc się i ściskając mi ręce — dziękuję, ale nie w tym rzecz. Chciałem cię spytać, co o mnie myślisz w tym względzie...

Wymownym ruchem wskazał swe czoło.

Przez chwilę, zmieszany, nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Sam mnie wybawił z kłopotu.

— Słaby, co? — spytał.

— Ta-a-k, może — odrzekłem.

— A co! — zawołał uradowany. — Zdjęli, widzisz, pełno trosk z tamtej głowy, przygniatając nimi moją.

Zacierał ręce, jak gdyby chciał wyrazić wielkie jakieś zmieszanie.