— A teraz — zwróciła się ciotka do pana Micawbera, nakładając rękawiczki — gotowiśmy pójść, chociażby na krater Wezuwiusza.

— Istotnie, pani — odrzekł pan Micawber — będziesz wkrótce świadkiem wybuchu. Panie Traddles! Pozwoli mi pan wyjawić obecnie, żeśmy się już z panem porozumiewali.

— Tak, istotnie — odrzekł Traddles, odpowiadając na zdumione me spojrzenie. — Pan Micawber zasięgał rad moich w tej sprawie. Radziłem mu wedle mych przekonań.

— Albo mylę się bardzo — mówił pan Micawber — albo to, co mam wyjawić, nader doniosłe posiada znaczenie.

— Tak wnoszę — wtrącił Traddles.

— Przy podobnych warunkach — mówił pan Micawber — pani i panowie, zechcecie może poddać się chwilowo przewodnictwu tego, który chociaż niegodny, by go uważano za coś więcej niż zbłąkanego śród ludzkości przechodnia, jest jednak bliźnim waszym, wykolejonym z przyrodzonych swych przeznaczeń, ofiarą nagromadzonych a zawiłych okoliczności!

— Ufamy panu, panie Micawber — rzekłem — i gotowiśmy we wszystkim zastosować się do pana.

— Ufność pańska, panie Copperfield, zawiedziona nie zostanie! Upraszam o pozwolenie ulotnienia się na pięć minut, po czym będę miał honor witać tu obecnych, a przybyłych dla odwiedzenia panny Agnieszki Wickfield, w kancelarii Wickfield i Heep, na której pozostaję żołdzie.

Ciotka i ja spojrzeliśmy na Traddlesa, który się skłonił potakująco.

— Nic więcej na daną chwilę529 nie mam do powiedzenia — zawołał pan Micawber, kłaniając się i znikając nam sprzed oczu blady, zmieniony i widocznie niespokojny.