Traddles udawał, że czegoś pilnie szuka śród papierów.
— Przejdźmy teraz, panno Trotwood — rzekł — do własności pani.
— Aha! — odparła ciotka. — Przede wszystkim muszę zastrzec, że jeśli się to roztrwoniło, obejdę się i nadal bez tego; jeśli się jednak coś da odebrać, bardzo będę rada.
— Suma wynosiła początkowo osiem tysięcy funtów w obligacjach.
— Najzupełniej tak.
— Nie mogę się tu doliczyć trzech...
— Trzech tysięcy, prawda?
— Tak, pani.
— Wszystko w porządku, trzy tysiące sama odebrałam. Tysiąc przeszło na kancelarię Trota, a dwa mam u siebie. Gdy wszystko było stracone lub gdy za stracone uważałam, wolałam o tym przemilczeć, chowając je na czarną godzinę. Chciałam cię zresztą wypróbować, Trot, ciebie i Dicka. Zachowaliście się szlachetnie, odważnie, byliście pełni delikatności i oddania. Tss! Nie mówcie do mnie. Nerwy mi się rozstroiły.
Kto by powiedział! Siedziała wyprostowana jak zwykle. Umiała panować nad sobą, o, umiała!