— Zmarł tego wieczoru, gdyśmy jeździli do Canterbury? — spytałem.
Ciotka skłoniła głową.
— Nikt mu już szkodzić nie mógł — rzekła. — Próżne to były pogróżki.
Jechaliśmy za miasto, na cmentarz Hornsey.
— Wolałam pochować go tu, niż tam w mieście — rzekła. — Tu się urodził.
Wysiedliśmy i poszliśmy za trumną. Dół był wykopany.
— Dziś jest trzydziesta szósta rocznica mego ślubu — rzekła ciotka, wracając z cmentarza.
Wracaliśmy w milczeniu, ciotka trzymała mą rękę.
— Piękny to był mężczyzna — rzekła nagle. — Strasznie się zmienił.
Rozpłakała się rzewnie, lecz prędko zapanowała nad sobą.