— Teraz gdym została sama i opuszczona na tym świecie, teraz wiem, że w istocie tak było — załkała biedna kobieta.
— Ts... nie płacz, no nie płacz — pocieszała ją panna Betsey — nie byliście, widzisz, dobraną parą. Jak gdyby były dobrane pary! Dlatego pytałam. Sierotą byłaś, co?
— Sierotą.
— Nauczycielką, zdaje mi się.
— Nauczycielką dzieci w rodzinie, którą pan Copperfield odwiedzał czasem. Zauważył mnie i był zawsze bardzo dla mnie dobry... oświadczył się... przyjęłam oświadczyny i takeśmy się pobrali15 — kończyła, ze zwykłą sobie prostotą, matka moja.
— Dziecię! Biedne dziecię! — mruczała panna Betsey, pochylając nad ogniem zmarszczone czoło. — Czy ty w ogóle coś umiesz?...
— Przepraszam panią — wyjęknęła znów moja matka.
— Jak dom prowadzić, na przykład? — kończyła ciotka Betsey.
— Słabo — odrzekła — o wiele mniej niż bym chciała. Dawid uczył mnie...
— Niby sam się znał na tym! No! — wtrąciła ciotka.