— Chciałam korzystać, chciałam z całego serca, a on był tak dobry, wyrozumiały, cierpliwy i gdyby nie...
Łkanie przerwało mowę mej matce.
— Prowadziłam rachunki starannie, co wieczór sprawdzaliśmy je razem — ciągnęła moja matka, łkając ciągle.
— Uspokój się, no, uspokój, nie płacz tak — mówiła ciotka.
— I nigdy najmniejsze nie zaszło między nami nieporozumienie — kończyła płacząc matka moja. — Czasem tylko zarzucał mi, że moje trójki zbyt są podobne do piątek, że laseczki przy siódemkach i dziewiątkach zbyt kręte...
— Uspokój się, nie płacz tak — upominała ciotka. — Może ci to zaszkodzić i nie tylko tobie, lecz i mojej chrzestnej córce.
Ostatni ten wzgląd uspokoił nieco moją matkę. Czuła się zresztą coraz słabszą. Zapanowało milczenie przerywane pochrząkiwaniem ciotki.
— Dawid — rzekła ona wreszcie — posiadał rentę. Czy zapewnił ci jaki fundusz?
— Był tak dobry, że pomyślał o mnie i część renty przelał na moje imię.
— Na jaką sumę?