— Kiedy tak, to ja nic nie powiem, a pan niechaj sam osądzi.
Przyniosłam tekę z biblioteki.
— Proszę przysunąć stół — rzekł.
Przysunęłam stół do kanapki. Adela i pani Fairfax przysiadły się blisko, żeby także oglądać obrazki.
— Tylko się nie tłoczcie — rzekł pan Rochester. — Odbierajcie mi z ręki rysunki, gdy ja z nimi skończę, ale nie przysuwajcie waszych twarzy do mojej.
Powoli rozpatrywał każdy szkic i każdy malunek. Trzy odłożył osobno, resztę po obejrzeniu odsunął.
— Pani Fairfax to zabierze na tamten stół, niech pani to obejrzy z Adelą. A pani — (tu spojrzał na mnie) — niech siada, gdzie siedziała, i odpowiada na moje pytania. Widzę, że wykonała to jedna ręka: czy to pani ręka?
— Moja.
— A kiedy pani znalazła czas na wykonanie tych rzeczy? To musiało zająć sporo czasu i nie mało myśli.
— Zrobiłam to podczas ubiegłych wakacji w Lowood, gdy nie miałam innego zajęcia.