— Jak to?

— Brukuję ją dobrymi chęciami, które, ufam, będą trwałe jak kamień. To pewne, że towarzystwo moje i dążenia inne będą, niż dotychczas były.

— I lepsze?

— I lepsze. O tyle lepsze, jak czysty metal od nieczystej rudy. Pani zdaje się wątpić we mnie, ja w siebie nie wątpię. Ja wiem, jaki jest mój cel, wiem, jakie są moje pobudki. I w tej chwili wydaję prawo, niezmienne, jak prawo Medów130 i Persów131, że jedno i drugie jest słuszne.

— Nie mogą być słuszne, panie, jeżeli potrzebują nowego statutu, który by je legalizował.

— Są słuszne, panno Eyre, chociaż koniecznie potrzebują nowego statutu. Niebywałe kombinacje okoliczności domagają się nowych, niebywałych reguł.

— Jest to twierdzenie niebezpieczne, panie, ponieważ od razu się widzi, że może dać pole do nadużyć.

— Mądry sędzio! Tak też jest. Ale ja przysięgam na moje domowe bóstwa, że ja bym tego prawa nie nadużył.

— Człowiekiem pan jest i to ułomnym.

— Jestem, to prawda. I pani również — cóż z tego?