Adela przebiegła mu drogę z wolantem.
— Idź sobie! — krzyknął ostro. — Trzymaj się z daleka, dziecko, albo wracaj do domu, do Sophie!
Ponieważ szedł dalej w milczeniu, odważyłam się przywołać go do punktu, w którym tak nagle zboczył.
— Czy zszedł pan z balkonu z chwilą, kiedy panna Varens weszła?
Lękałam się trochę, że się obruszy na to tak może nie w porę zadane pytanie. On tymczasem, jak gdyby się budził z chmurnego zamyślenia, zwrócił ku mnie oczy i rozpogodził czoło.
— Ach, zapomniałem o Celine! Więc będę mówił dalej. Gdy ujrzałem moją nadobną przyjaciółkę, wchodzącą w towarzystwie kawalera, stary wąż zazdrości wpił się w serce. To dziwne! — zawołał, nagle odbiegając od rzeczy. — To dziwne, że ja panią wybieram na powierniczkę tego wszystkiego. A najdziwniejsze, że pani słucha mnie spokojnie, jakby to było najzwyklejsza rzecz na świecie, że mężczyzna taki jak ja opowiada historię o swoich operowych kochankach takiej jak pani, młodej, niedoświadczonej dziewczynie! Ale ja już raz o tym wspomniałem: pani, ze swoją powagą, rozsądkiem i ostrożnością, stworzona jest do odbierania zwierzeń. Zresztą wiem, z jaką duszą przestaje moja dusza. Wiem, że to dusza, której nie chwyta się zaraza. To wyjątkowa dusza, jedyna w swoim rodzaju. Na szczęście ja nie zamierzam jej skrzywdzić, a gdybym nawet zamierzał, ona nie przejęłaby niczego złego ode mnie. Im więcej przeto rozmawiamy ze sobą, tym lepiej, bo gdy ja nie mogę duszy twojej zatruć, pani moją duszę odświeża i rzeźwi.
To powiedziawszy, po chwili namysłu opowiadał dalej:
— Pozostałem na balkonie. „Niewątpliwie przyjdą do jej buduaru”, pomyślałem, „niechże sobie przygotuję zasadzkę”. Wsunąwszy rękę przez otwarte drzwi, zaciągnąłem na nie portierę, pozostawiając tylko szparę, przez którą mogłem prowadzić obserwację. Następnie przymknąłem drzwi, nie domykając ich zupełnie, tak, ażeby szept zaklęć miłosnych mógł do mnie dochodzić. Wtedy powróciłem na fotel, a w chwili gdy usiadłem, weszli oboje. Czym prędzej okiem przywarłem do szpary. Weszła pokojówka Celine, zaświeciła lampę, postawiła ją na stole i wyszła. Tym sposobem jasno mogłem widzieć tę parę. Oboje pozdejmowali płaszcze i oto stała tam „la148 Varens”, strojna, w atłasach i klejnotach (moich darach oczywiście), a obok niej jej towarzysz w oficerskim mundurze. Poznałem w nim od razu pewnego wicehrabiego, pełnego nałogów idiotę. Spotykałem go niekiedy w towarzystwie. Nawet znienawidzić bym go nie potrafił, tak bezwzględnie nim pogardzałem. Zaledwie go poznałem, poczułem, że zazdrość kąsać mnie przestaje, gdyż równocześnie miłość moja dla Celine zgasła. Kobieta, która mogła mnie zdradzać z takim rywalem, nie była warta, by się o nią ubiegać. Zasługiwała jedynie na wzgardę, mniej jednakże niż ja, który się jej dałem oszukać. Tamci dwoje zaczęli rozmawiać. Rozmowa ich przyniosła mi ulgę ostateczną: płytka, bezduszna, interesowna, bez serca i bez sensu, mogła raczej znużyć niż do wściekłości doprowadzić słuchacza. Mój bilet wizytowy leżał na stole, to dało powód do rozmowy o mnie. Żadne z nich nie potrafiło obgadać mnie rzetelnie. Brakło im energii czy dowcipu, ale obmawiali mnie tak ordynarnie, jak tylko umieli, na swój małostkowy sposób. Celine zwłaszcza rozwodziła się z upodobaniem nad brakami w mojej powierzchowności, które nazywała kalectwem... A trzeba wiedzieć, że było w jej zwyczaju wpadać w gorące zachwyty nad moją „beauté mâle”149, jak się wyrażała, w czym różniła się stanowczo od pani, która mi powiedziała, nie owijając w bawełnę, za drugim widzeniem, że nie uważa mnie za przystojnego. Ten kontrast uderzył mnie wtedy i...
W tej chwili Adela podbiegła znowu.
— Monsieur, John właśnie przyszedł powiedzieć, że jest pan administrator i pragnie się z panem zobaczyć.