— Z pewnością, moja najmilsza. I miałam zupełną słuszność. Możesz mi wierzyć, jest tysiąc powodów po temu, ażeby czułych stosunków między guwernantkami a guwernerami ani przez chwilę nie tolerować w dobrze prowadzonym domu. Najpierw...
— Och, litości, mamo! Oszczędź nam wyliczania! Au reste169, my wszyscy je znamy: niebezpieczeństwo złego przykładu dla niewinnej młodzieży, roztargnienie i skutkiem tego zaniedbywanie obowiązków przez osoby zainteresowane, wzajemny sojusz i poparcie, stąd płynąca pewność siebie, zuchwałość, bunt i generalna klapa. Czy mam słuszność, baronowo Ingram na Ingram Park?
— Moja lilijko, masz słuszność teraz, tak jak zawsze.
— Zatem dosyć o tym, zmieńmy przedmiot rozmowy.
Amy Eshton, czy nie słysząc tego powiedzenia czy nie zważając na nie, dorzuciła łagodnym, dziecięcym głosikiem:
— I my z Louisą psociłyśmy nauczycielce, ale to było takie dobre stworzenie, wszystko znosiła, nic jej nie mogło zniecierpliwić. Nigdy się na nas nie gniewała prawda, Louiso?
— Nie, nigdy. Mogłyśmy robić, co nam się podobało: gospodarować na jej biurku i w jej koszyczku z robótkami, przewracać wszystko do góry nogami w jej szufladach. A taka była dobra, że dawała nam wszystko, o co tylko poprosiłyśmy.
— Przypuszczam, że teraz — rzekła panna Ingram, sarkastycznie krzywiąc usta — czeka nas wyciąg z pamiętników o wszelakich istniejących guwernantkach. Żeby uniknąć tej klęski, wnoszę ponownie o podjęcie nowego tematu. Panie Rochester, czy pan popiera mój wniosek?
— Pani, ja popieram panią w tym punkcie, tak jak we wszystkich innych.
— Więc na swoją odpowiedzialność biorę ten wniosek. Signor170 Eduardo, czy jest pan dziś wieczór przy głosie?