— Donna171 Bianca, jeśli pani rozkaże, będę.
— Zatem, signor, do pana zwracam monarsze wezwanie, byś nastroił płuca, gdyż potrzebuję ich na swe królewskie usługi.
— Któż by nie chciał być Rizzim172 takiej boskiej Mary173?
— Rizzim? Nic mi po nim! — zawołała i potrząsnęła głową ze wszystkimi lokami, zmierzając do fortepianu. — Moim zdaniem grajek David musiał być niemrawym chłopakiem, wolę mrocznego Bothwella174. W moich oczach mężczyzna jest niczym, jeżeli nie ma w nim trochę diabła. A niech sobie historia mówi, co chce, o Bothwellu. Czuję, że był to właśnie ten rodzaj dzikiego, srogiego bandyty, bohatera, którego bym zgodziła się obdarzyć swoją ręką.
— Słyszycie, panowie! Któryż z was jest najpodobniejszy do Bothwella? — zawołał pan Rochester.
— Sądziłbym, że przede wszystkim pan — odpowiedział pułkownik Dent.
— Słowo daję, wdzięczny panu jestem — brzmiała odpowiedź.
Panna Ingram, która tymczasem z dumną gracją zasiadła przy fortepianie, szeroko roztaczając śnieżne fałdy sukni, zaczęła teraz jakieś świetne preludium, rozmawiając równocześnie. Zdawało się, że tego wieczora dosiadła swego wysokiego konia — tak słowa jej, jak ton obliczone były na wzbudzenie nie tylko podziwu, ale i zdumienia słuchaczy. Widocznie chciała ich olśnić świetnością i śmiałością.
— Och, jakże się brzydzę dzisiejszą młodzieżą! — zawołała, przebiegając pasażami po instrumencie. — Biedne, słabe stworzenia, niezdolne wyjść poza bramy ojcowskiego parku, a nawet tak daleko nieodważające się puścić bez pozwolenia i opieki mamusi! Istoty tak przejęte dbałością o swoje ładne twarzyczki, białe rączki, małe nóżki. Jak gdyby mogło coś zależeć od urody u mężczyzny! Jak gdyby piękność nie była wyłącznym przywilejem kobiety, jej prawowitym posagiem i dziedzictwem! Przyznaję, że brzydka kobieta to plama na jasnej powierzchni świata. Ale panowie niech tylko dbają o siłę i męstwo, niechże sobie wezmą za cel polowanie, strzelanie i walkę. Reszta nie jest warta grosza. Taka byłaby moja dewiza, gdybym ja była mężczyzną.
— Jeżeli wyjdę za mąż — mówiła dalej po pauzie, której nikt nie przerwał — postanawiam, że mąż mój nie będzie moim rywalem. Nie zniosę współzawodnictwa o tron, wymagać będę niepodzielnego hołdu. Zachwytów swoich nie wolno mu dzielić pomiędzy mnie a kształt, który ujrzy w swoim zwierciadle. Panie Rochester, niech pan teraz śpiewa, będę panu akompaniowała.