— Do usług, pani — odpowiedział.

— Tu oto jest pieśń Korsarza. Niech pan wie, że ja przepadam za korsarzami, i dlatego niech pan śpiewa con spirito175.

— Rozkaz z ust panny Ingram zaprawiłby ogniem dzbanek mleka z wodą.

— Więc niechże się pan stara. Jeżeli mi się śpiew pana nie spodoba, zawstydzę pana, pokazując, jak się takie rzeczy powinno śpiewać.

— Jest to obiecywanie nagrody za nieudolność. Będę się teraz starał, żeby mi się nie udało.

— Niech się pan strzeże! Jeśli pan będzie rozmyślnie błądził, obmyślę za to odpowiednią karę.

— Pani powinna być miłosierna, gdyż ma w swej mocy karę, której śmiertelny człowiek nie zniesie.

— Proszę wytłumaczyć! — rozkazała.

— Niech pani daruje, zbyteczna rzecz tłumaczyć. Własne pani poczucie musi jej mówić, że jeden mars jej czoła równa się karze śmierci.

— Niech pan śpiewa! — powiedziała i dotknąwszy klawiszy, zaczęła akompaniament w brawurowym tempie.