Służący jeszcze się wahał.
— Ona tak ordynarnie wygląda — zauważył.
— Idź! — krzyknęła panna Ingram i służący poszedł.
Podniecenie natychmiast ogarnęło całe towarzystwo. Rozgorzała batalia żarcików i przekomarzań, gdy Sam powrócił.
— Ona tak nie chce przyjść — oznajmił. — Powiada, że nie jest powołana do tego, żeby się prezentować przed „pospolitą gromadą” (tak się wyraziła). Chce, żebym ją wprowadził do osobnego pokoju, a wtedy, mówi, niech ci, co chcą, abym im wróżyła, wchodzą tam pojedynczo po kolei.
— Więc teraz widzisz, moja królewska Blanche — zaczęła lady Ingram — że ona sobie za wiele pozwala. Bądźże rozsądna, moje anielskie dziecko i...
— Zaprowadź ją do biblioteki, to się samo przez się rozumie — przerwało „anielskie dziecko”. — I ja też nie jestem powołana do słuchania jej wobec „pospolitej gromady”, chcę ją mieć tylko dla siebie. Czy pali się ogień w bibliotece?
— Tak, proszę pani... Ale ona wygląda na taką...
— Przestań pleść, zakuta głowo! I rób, co ci każę!
Znowu Sam zniknął, a zaciekawienie, podniecenie i oczekiwanie wzrosło do najwyższej potęgi.