Gdy nalegano, prosząc o dalsze wyjaśnienia, panienki opowiedziały, że wróżka powiedziała im o tym, co one mówiły i robiły, dziećmi jeszcze będąc, że opisywała książki i ozdoby, jakie miały w domu w buduarach, pamiątki, jakie od różnych krewnych dostały w upominku. Twierdziły, że nawet myśli ich odgadywała, że szepnęła każdej do ucha imię osoby przez nią najwięcej na świecie lubianej i powiedziała im, czego sobie najgoręcej życzą.
Tutaj panowie zaczęli poważnie upraszać, by ich bliżej objaśniono co do dwóch ostatnich punktów. To natręctwo jednak przyniosło im tylko za całą odpowiedź rumieńce, wykrzykniki, drżenia i śmieszki. Matrony tymczasem szły na pomoc z solami trzeźwiącymi i wachlarzami, raz po raz powtarzając, jak to źle, że panny nie posłuchały ich przestróg zawczasu. Starsi panowie śmiali się z tego, młodsi zaś starali się usłużyć poruszonym pięknościom.
Podczas całego tego zamieszania, gdy wzrok mój i słuch pochłaniała rozgrywająca się przede mną scena, usłyszałam czyjeś chrząknięcie tuż blisko. Obejrzałam się. Stał przy mnie Sam.
— Proszę pani, Cyganka mówi, że jest w pokoju jeszcze jedna panna, która dotąd u niej nie była, i zaklina się, że nie pójdzie, dopóki wszystkich nie zobaczy. Pomyślałem, że to zapewne o panią chodzi, bo zresztą nie ma nikogo innego. Co mam jej powiedzieć?
— O, pójdę, owszem, dlaczego by nie? — odpowiedziałam.
Rada byłam z niespodziewanej możności zaspokojenia mocno pobudzonej ciekawości. Wysunęłam się z pokoju, niezauważona przez nikogo, gdyż całe towarzystwo skupiło się dokoła drżącego trio, i zamknęłam spokojnie za sobą drzwi.
— Jeżeli sobie pani życzy — rzekł Sam — będę na panią czekał w hallu, a jeżeliby ona panią przestraszyła, niech pani tylko zawoła, to wejdę.
— Nie, Samie, wracajcie do kuchni, ja się ani trochę nie boję.
I rzeczywiście nie bałam się, ale byłam mocno zaciekawiona i podniecona.