— Mason!... Indie Zachodnie! — powiedział tonem automatu, nastawionego na te jedyne słowa. — Mason... Indie Zachodnie! — powtórzył.
Trzy razy wymówił te słowa, blednąc coraz bardziej. Zdawało mi się, że traci przytomność.
— Czy panu słabo? — zapytałam.
— Panno Jane, cios mnie dosięgnął. Dosięgnął mnie cios, panno Jane! — Zatoczył się.
— O, niech się pan na mnie wesprze!
— Panno Jane, ofiarowałaś mi ramię swoje już raz, wesprę się na nim i teraz...
Podprowadziłam go do krzesła. Prosił, żebym usiadła przy nim. Trzymając rękę moją w obu swoich, głaskał ją, patrząc na mnie równocześnie wzrokiem jak gdyby strwożonym i wielce strapionym.
— Moja mała przyjaciółko! — mówił — o, gdybym mógł znaleźć się gdzieś na jakiejś spokojnej wyspie z tobą jedną tylko, a troska, niebezpieczeństwo i ohydne wspomnienia gdyby mogły być mi odjęte!
— Czy mogłabym być panu pomocna? Życie bym oddała, by móc usłużyć panu.
— Panno Jane, jeśli pomoc będzie mi potrzebna, zwrócę się do ciebie. To ci przyrzekam.