— No, bądźże cicho, Richardzie, i nie rób sobie nic z jej bredzenia. Nie powtarzaj tego.

— Chciałbym zapomnieć — brzmiała odpowiedź.

— Zapomnisz, jak tylko opuścisz ten kraj. Gdy wrócisz do Spanish Town, będziesz mógł o niej myśleć jak o umarłej i pochowanej. Albo raczej: nie potrzebujesz wcale o niej myśleć.

— Niepodobieństwem będzie zapomnieć tę noc!

— Nie jest to żadne niepodobieństwo. Zdobądźże się raz, człowieku, na trochę energii! Dwie godziny temu myślałeś, że już po tobie, a oto teraz żyjesz w najlepsze i rozmawiasz. Ot widzisz! Carter już prawie skończył swą robotę, teraz ja ciebie przyzwoicie ogarnę. Panno Jane — tu zwrócił się do mnie po raz pierwszy od powrotu — weź ten klucz, idź na dół do mojej sypialni, stamtąd prosto naprzód do mojej ubieralni, otwórz górną szufladę komody i wydobądź czystą koszulę i krawat. Przynieś je tutaj, a spraw się zręcznie.

Poszłam. Zgodnie z jego wskazówkami znalazłam wymienione rzeczy i wróciłam z nimi.

— A teraz, panno Jane — powiedział — przejdź na drugą stronę łóżka, podczas gdy ja go będę ubierał, ale nie wychodź z pokoju, możesz być jeszcze potrzebna.

Usunęłam się, tak jak rozkazał.

— Czy nikł się nie ruszał na dole, gdy tam schodziłaś, panno Jane? — spytał pan Rochester.

— Nie, panie, było wszędzie bardzo cicho.